O Polsce
Nie było mnie chwilę, a w kraju zamieszanie jak na rynku w piątkowy poranek.
Zaledwie sześć procent różnicy sprawiło, że Polska jakimś cudem uniknęła klęski. Klęską, choć mniejszą, jest moim zdaniem frekwencja w wyborach.Prezydentem został Komorowski – mniejsze zło. Te większe (choć ten akurat przymiotnik brzmi w tej sytuacji śmiesznie) wylewa swoje żale w mediach. I na nic zdały się zapewnienia, że:
„Niepotrzebna nam jest wojna, niepotrzebne nam są ciężkie słowa, wrogie gesty. I z naszej strony, z mojej strony, takich słów na pewno nie usłyszycie.”
Jarek nie wytrzymał nawet miesiąca, nienawiść zwyciężyła i voila – okazuje się, że spowalniali go w samochodzie, że Tusk to burak i wszyscy w ogóle są be. To, że się wypiął na pomoc raczył szlachetnie przemilczeć, bo i po co – liczy się rozpierducha. Nie spodziewałem się, że to zrobię, ale muszę przyznać racje Kubie Wojewódzkiemu polityki – czyli Januszowi Palikotowi, który napisał na blogu:
„Co na to Gowin? Co na to Mężydło? Opluwają błotem premiera Tuska i prezydenta Komorowskiego! Kolejni działacze PIS-u nie żałują słów. Ich wypowiedzi już dawno przekroczyły poziom kontrastu wyrażony przeze mnie w formule ‘Lech Kaczyński ma krew na rękach’. A nie słyszę oburzenia!!!! Gdzie dziennikarze, święci, biskupi, moraliści, wszystko wiedzący publicyści i sumienie narodu? Gdzie oni są? Dlaczego nie obrażają ich sumienia epitety Jarosława? Wulgaryzmy Brudzińskiego czy Kempy?”
Argument, że władza nie powinna leżeć w rękach jednej partii też uważam za bzdurny, nawet na blogu Palikota znaleźć można cytat, jakoby Jarosław K. miał powiedzieć:
„Najlepsze rozwiązanie dla Polski to będzie rozwiązanie stabilne, a rozwiązanie stabilne to są rządy jednej partii” – o zaletach demokracji (11.10.2007)
Więc zwolennikom JK chyba rządy jednej partii nie powinny przeszkadzać – dopóki to są rządy ICH partii. Panie Kaczyński – jesteś pan ciemnogród i doprowadzisz ten kraj do wojny domowej i rozbiorów. „Polska jest najważniejsza”, więc chyba czas przejść na polityczną emeryturę.
Zapomniałbym powiedzieć – sam nie jestem ani pro PO, ani pro PiS. Ja tylko nienawidzę głupoty i ciemnoty, której w tym kraju jest blisko 75% (sądząc po frekwencji wyborów i głosach na poszczególnych kandydatów).
O modzie
Dawno mnie tu nie było, mnóstwo zawirowań wokół innych spraw, ale już jestem. Mam nadzieję, że bardziej regularnie.
Najpierw śmierć McQueena, później ploty o rzekomym odejściu Lagerfelda, aż po Fashion Week – w świecie mody jest ostatnio wesoło. W każdym razie na salonach. Na ulicy gorzej – o nudności i zawirowania głowy przyprawił mnie ostatnio (no, może jednak trwa to trochę dłużej) wysyp torebek „Versace”. Jeśli się uśmiechnąłeś, drogi czytelniku, to wiesz, o których mówię. Jeśli nie to spieszę z wyjaśnieniem. Otóż w całej rzeczy chodzi o małe, czarniutkie torebki na monstrualnie długich paskach, przyozdobionych niekończącym się napisem VERSACEVERSACEVERSACE. Jeśli to naprawdę nie są podróbki – wstyd. Jeśli podróbki – wstyd. Bez względu natomiast na ich pochodzenie najlepiej moim zdaniem komponowałyby się na dnie szafy.
Lady Gaga znów dała czadu. Tym razem trwającym dziewięć i pół minuty teledyskiem. Trzeba przyznać, że sama gwiazda jest wydarzeniem. Jakiej klasy – to już zależy od preferencji. Mnie najbardziej rzuciły się w oczy okulary z papierosów (1:27), chociaż wyobrażam sobie, że przyjemność płynąca z noszenia takich okularów jest dość wątpliwa. Nie mówiąc o tym, że nie jestem do końca pewien czy są to okulary przeciwsłoneczne czy korekcyjne. Wartość artystyczna takiego dizajnu również może budzić wątpliwości – ale moda kocha się w postrzelonych pomysłach.
O galeriankach
Doczekaliśmy się kolejnego hitu, powstał nowy portal społecznościowy, galerianki.pl. Jeden sms za 3,66 zł i – będąc kobietą oczywiście – stajemy się członkiem nowej, fantastycznej społeczności. Możemy wpisać na czym nam najbardziej zależy (dżinsy, torebka, buty), zakres wykonywanych usług i voila! - skrzynka powinna zapełnić się ofertami od napalonych, atawistycznych przedstawicieli męskiego rodu. Nic, tylko czekać, aż hasło „kup mi dżinsy to zrobię ci loda” będzie najważniejszą pozycją w CV.
Sam film (któremu zawdzięczamy upowszechnienie terminu „galerianek”) w wersji pełnometrażowej jest słaby niczym staruszka po wejściu do pełnego autobusu. Nie ratuje go nawet genialny soundtrack O.S.T.R.ego. Za to wersję pierwotną można z ciekawości obejrzeć w zaledwie 30 minut, co wydaje mi się czasem idealnie dobranym do opowiadanej historii.
O ateiście – idiocie
Ateizm kojarzy mi się z umiłowaniem nauki, racjonalizmem, względnym spokojem i tolerancją. Jak się dziś okazało niesłusznie, bo i wśród ateistów zdarzają się idioci. Niczemu nie służące wyśmiewanie, w dodatku w tak bezczelnym stylu, jest poniżej pasa. Równie poniżej pasa jest wyśmiewanie wierzeń, o których opowiada kolega. Wystarczy zamiast historii o wężach wstawić tam tekst choćby Apokalipsy św. Jana i chyba przestaje robić się śmiesznie.
O toksycznej miłości
Dzisiaj byłem świadkiem uroczej sceny, bowiem pewien młody (choć starszy ode mnie o kilka lat) mężczyzna czytał przede mną w autobusie książkę „Toksyczna miłość i jak się z niej wyzwolić”. Moja wiara w ludzi słabnie.
(Tak, biorę pod uwagę to, że ten osobnik mógł to czytać z ciekawości, ale dla kogoś to muszą pisać.)
O ładnym telefonie
Najpierw był iPhone, później iPad, jeszcze wczoraj miJam Drummer a dziś – chociaż sam w to nie mogę uwierzyć – będę całkiem darmo i bez żadnego przymusu zachwycał się produktem… Microsoftu.
Wspomniana wyżej firma trochę zamieszała w świecie elektronicznych gadżetów bo ogłosiła niedawno, że na ukończeniu ma swoje nowe dzieło – telefon Windows Phone 7. Cacko ma spory ekran, jest sprzężone z internetem 24 godziny na dobę i – co mi najbardziej się podoba – ma nowoczesne, ładnie zaprojektowane menu. Telefon zintegrowany jest z portalem społecznościowym Facebook i posiada kilka innych przydatnych rzeczy.
Żeby nie było za słodko – idę w zakład, że będzie kosztował przynajmniej dwa tysiące. Do tego wypadałoby wspomnieć o dość wysokich cenach za pakiet internetowy w ofercie naszych operatorów – a bez tego kupowanie WP7 wydaje się mijać z celem. Pożyjemy, zobaczymy. Premiera pod koniec roku.
O walentynkach
Tak sobie właśnie pomyślałem, że walentynki to, chyba nawet przed wigilią, święto i jedyny dzień w roku, kiedy zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Smutne.
O serialach
Sesja teoretycznie za mną, więc pasjami oddaję się oglądaniu serialu „Skins”, emitowanego w angielskiej telewizji. Serial jest „fucking lovely”, opowiada o losach młodych Brytyjczyków, o ich historiach miłosnych przeplatanych z ćpaniem, piciem, paleniem i innymi, równie wesołymi rozrywkami. Proponuję się zapoznać z pierwszymi odcinkami, reszta leci sama. Póki co, my obejrzeć możemy go tylko w internecie, chociaż myślę, że u nas w TV nie poleciałby tak czy inaczej – nie brak w „Skins” scen erotycznych, zarówno hetero jak i homo, ćpania, wypadków, szargania wiary. I dlatego tak dobrze się to ogląda – nikt nie wciska widzowi kitu w stylu „M jak miłość”. A będąc przy tym, czym się różni serial polski od amerykańskiego (tak, wiem, „Skins” jest angielski, ale to dalej spoza kraju) to najlepiej, w moim mniemaniu, przedstawił to Jacek Braciak. Jego wypowiedź można zobaczyć tutaj. I chyba tym, mało pozytywnym, akcentem wypada zakończyć.
O chorobie, kurewkach, polityce i rodzinnym grodzie
Kiedy człowiek jest chory, w dodatku w trakcie sesji, to ma tendencję do zachwycania się czymkolwiek i organizowania sobie nowych „pasji”. Czytam wiadomości po dwa razy, w Mafia Wars na bieżąco zużywam punkty energii, przejrzałem znów wszystkie możliwe serwisy fotograficzne i ciekawe portfolia. Zastanawiam się już nawet nad tym, czy by sobie nie popatrzeć w okno dla rozrywki.
Tragicznie skończyła się afera „strzegomskich kurewek”. Dla tych, którzy nie są w temacie – w Strzegomiu do internetu wyciekł filmik, na którym jedna z dziewczyn opowiada o swoich „przygodach”. Wszystko fajnie, gdyby nie to, że słabo w oczach publiki wypadła postać drugoplanowa – chłopak, który miał (albo i nie) przyjemność z dziewczyną spędzać chwile, o których mowa. 21-latek jakiś czas temu odebrał sobie życie. Nie wiem do końca, co o tym myśleć, z jednej strony publiczna spowiedź z seksu doprowadza mnie do wymiotów (dziewczyna widocznie szukała akceptacji), a z drugiej nasuwają mi się słowa z drugiej strony barykady – „konsekwencja” i „słaba psychika”.
Osłabiła mnie dziś z kolei komisja do sprawy tzw. afery hazardowej. Konkretnie, osłabiła mnie pani posłanka PiSu Beata Kempa, której „pomyłkę” i upierdliwość przy przesłuchiwaniu Tuska rozdmuchują od rana media. Wstyd, że na oczach milionów Polaków, zamiast starać się rozwiązać sprawę, pani Kempa daje upust międzypartyjnym rozgrywkom i stara się udowodnić premierowi za wszelką cenę, że jest buc. Nie jestem raczej typem człowieka, który interesuje się polityką, ale jak widzę taką komedię w wykonaniu dorosłych ludzi, którzy w teorii są odpowiedzialni za ten kraj – czy to z PO, PiSu czy innej partii – to mi, jako dwudziestolatkowi, chce się stąd spieprzać. Wytłumaczenie (za przykład biorąc chociaż „poufną” notatkę) typu „słaba akustyka w pomieszczeniu” wydaje mi się równie śmieszne, jak wytłumaczenie studenta „pies zjadł mi sprawozdanie”.
W rodzinnym grodzie z kolei miliony pomysłów i akcji. A to podobno budowa starówki rusza lada dzień, co mi się bardzo podoba, bo fajna lokalizacja, nawet na mieszkanie. Byleby tylko tym razem nie zatrzymało się wszystko w miejscu. Kolejny z tematów to park w mieście – jak dla mnie powinien być i basta. To, co jest przy szpitalu ciężko parkiem nazwać, mamy teoretycznie tereny przy Liwce, ale nie wyglądają zbyt apetycznie. Najdłuższe nasze „parki” można przejść bez wysiłku w dwie minuty. Usiąść można teoretycznie pod katedrą – choć, z racji braku miejsca na taki odpoczynek, często trzeba liczyć się z miejscami zajętymi przez migdalących się do siebie młodych ludzi. Starówka – tak, park – tak, kino stylizowane na barkę – nie. I nie dlatego, że kinoteatr sam w sobie jest ok, bo nie jest, ale dlatego, że projekt wystylizowania go na barkę po prostu nie wygląda.
O telewizji, internecie i dotykowych cudach
Nie oglądam telewizji, bo uważam, że jak już ktoś ma mi fałdy w mózgu wypełniać błotem, to wolę te błoto samodzielnie i pieczołowicie wyselekcjonować. Mamy tu, nawet w studenckim mieszkanku, telewizor, ostatnio nawet odbiera, ale nie spieszy mi się jakoś szczególnie do oglądania . To, czego potrzebuję, znajduję w internecie. Może już niedługo, bo podobno rząd chce ograniczenia wolności internautów i sam premier umówił się na wizytę z przedstawicielami tej grupy społecznej (czyli właściwie jest to batalia „premier kontra reszta narodu”). Ograniczenie ma dotyczyć stron o wątpliwym charakterze – treści pedofilskie, hazard i tym podobne sprawy, ale internauci boją się nadużyć i kolejnej historii rodem z Chin. Sam jestem ciekawy, czym zaowocuje to spotkanie Dawida z Goliatem, choć mam przeczucie, że dla premiera nie będzie to specjalnie miła przeprawa.
Będąc w temacie internetu, nie wypada mi nie wspomnieć o tym, że Apple wypuściło nowe cudo. Cudo nazywa się iPad i jest dotykowym… No właśnie, nie wiadomo do końca czym, ani to notebook, ani tablet, bardziej przypomina to przeskalowanego w górę iPhone’a. Zapoznałem się z filmikiem ze strony iPada i zdecydowanie – jeśli to będzie kosztowało 1500 złotych – wiem już na co zbieram w te wakacje. Polecam serdecznie zapoznanie się z tym sprzętem. Wygląda na to, że Apple to firma, w której ceni się myślenie (pan profesor z liceum zapewne bardzo by się ucieszył) oraz świeże pomysły. I bardzo dobrze, bo takie rzeczy mogę oglądać i podziwiać w nieskończoność!
ps Z ostatniej chwili, wracając do pana premiera – zrezygnował z ubiegania się o stołek prezydenta. Czy to słusznie, ciężko powiedzieć, cieszy mnie natomiast, że jeden z tych, co buchnęli księżyc, nie ma już takiego poparcia.